Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween Countdown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween Countdown. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2012

Halloween Countdown II - Nieśmieszne dowcipy


Jak może ktoś pamięta, w zeszłym roku rozwodziłem się na starcie cyklu halloweenowego nad Camera Obscura - nie perfekcyjnym, ale bardzo dobrym horrorowym serialiku, który pod swoje skrzydła przygarnął portal do udostępniania plików wideo Dailymotion. Produkcja leciała z okazji Święta Duchów 2010, a włodarze tej platformy nie poprzestali na tym jednym wejściu w straszne klimaty. Co roku proponują coś na temat na październik. Serialem wybranym na 2012 niestety nie zdołali wzbudzić mojego zainteresowania - Bumbloods to, olaboga, komedia o zombie, co bynajmniej nie zachęca. Bo raz, że autorzy webseries wybierają zombiaki jako temat chyba głównie dlatego, że łatwo w tym przypadku użyć taniej charakteryzacji (która zwykle i tak wygląda tanio oraz durnie); a dwa, że moje potrzeby w temacie śmiechogennych zombie dawno już spełniono (Powrót Żywych Trupów + Zombieland wystarczy). Cóż, zawsze jest jeszcze zeszły rok. A w zeszłym roku Dailymotion zajmowało się... psychopatą.

sobota, 27 października 2012

Halloween Countdown II - Milcząca groza Orientu


Na Internecie jest zaskakująco mało rzeczy stworzonych na jego potrzeby i utrzymanych w klimatach azjatyckiego horroru. Co trochę zaskakuje - Sadako za rączkę z Kayako swoim przemarszem przez kina sprawiły, że na początku dekady J-Horror i inne "horrory z literką na początku" stały się wielkim odkryciem/szałem, a mimo, że długowłose zjawy szybko stały się upiornie, nomen omen, sztampowe, do dziś Azja wyrzuca z siebie mnóstwo filmów grozy niezwykle oryginalnych, ambitnych i... czasem bardzo dziwnych. Z rzeczy, które w necie zapodają nam udanie atmosferę orientalnego straszenia z ekranu nasuwają mi się ino dwie pozycje - koreański komiks omawiany w zeszłym roku i wspominane kiedyś przeze mnie The Fox Sister. Niedosyt, bez dwóch zdań. Ucieszyłem się pewnie wyjątkowo nadmiernie, gdy przez przypadek dowiedziałem się, że jeden z kanałów YouTube na tegoroczne Halloween nie tylko zmierzył się z tematem, ale sprowadził do tego specjalistów. I Noboru Iguchi!

wtorek, 16 października 2012

Halloween Countdown II - Interaktywne ściany ciemności i Dracula na Steam-Twitterze


Jak obiecywałem (na Facebooku), tak zrobiłem - w zeszłym roku przez mniej-więcej tydzień, w którym przypadało amerykańskawe święto upiorności Halloween znane, zarzucałem bloga postami na temat horrorowych dobroci oferowanych przez sieciowych twórców literatury, komiksu czy telewizji. W tym roku, choć już nie w formie okolicznościowego zrzutu w skompresowanym przedziale czasowym, też chcę zaprosić was do poznawania bardziej mrocznych i niepokojących form artystycznego wyżywania się w Internecie - choć nie tylko, bo Halloween, a także powiązane z nim nieodłącznie duchy, wiedźmy, wampióry i demony, różne mają oblicza. Tak więc możecie oczekiwać co najmniej kilku postów w temacie i w klimacie - brzmi kusząco? Jako fan (i, bądź co bądź, trochę też twórca) grozy wszelakiej mam nadzieję, że równie kusząco co dla mnie.

wtorek, 1 listopada 2011

Halloween Countdown: runda bonusowa (po polsku)


Dzień dyni i krążących wszędzie strachów już za nami, ale jeszcze pozwolę sobie wrócić do tematu. Z quasirecenzją czegoś dość oczywistego, która być może nie jest specjalnie potrzebna. Wszak ebookowa antologia Halloween Po Polsku, powstała z inicjatywy felietonistki Kingi Ochendowskiej i grupy pisarzy, doczekała się już wielu komentarzy, a patrząc na ilość ściągnięć (ponad trzy tysiące w kraju, w którym podobno mało się czyta to bardzo dużo jak na taką akcję) i ogólne zainteresowanie, to promocji im też specjalnie nie trzeba (zwłaszcza, że sami sobie sprawną zrobili). Skrobnę jednak parę słówek, choćby dla przyjemności własnej, bo szczerze mówiąc kręcą mnie takie inicjatywy i strasznie mi się podoba, że wypalają. A Halloween Po Polsku wypada naprawdę dobrze i zostawia apetyt na więcej.

poniedziałek, 31 października 2011

Halloween Countdown: komiks zawałogenny


Skoro jest już ten dzień i za oknem już ciemnica, czas na specyficzną wisienkę na torcie skromnego cyklu na Święto Duchów. Jak wiadomo, w Internecie też Halloween zawsze wiąże się z większą ilością upiorów, duchów, zombie i dziwnych filmików na Tubie. W miejscach takich jak 4chan, Tumblr czy różnorakie fora ludzie mają w zwyczaju przeklejać różne mniej lub bardziej przerażające znaleziska z sieciowej otchłani. Skoro jest okazja, wypada zaprezentować coś, co tegorocznego lata sprawiło, że wiele netowych nerdów odskakiwało od ekranu z palpitacjami serca. O dziwo nie jest to "żartobliwe" screamer video, ani jakiś wysoce niepokojący obrazek. Nie, jest to komiks. Jak historyjka obrazkowa może powodować takie efekty? Wychodząc trochę poza standard.

Halloween Countdown: UFO, dziwne dzieciaki i meta marketing


W tym stwierdzeniu nie będzie nic odkrywczego - jeśli dorastało się w latach dziewięćdziesiątych, z dużą pewnością jedną z pierwszych "strasznych" rzeczy, które się pamięta, to Z Archiwum X. Scully i Mulder, odkąd zaczęła pokazywać ich publiczna telewizja, wrośli w świat naszej popkultury, a serial stał się wzorcem opowieści o zjawiskach paranormalnych, do którego odwołujemy się po dziś dzień. Niby gnojki podstawówkowe nie były specjalnie targetem tej produkcji, ale dobrze wiadomo - każdy dzieciak wiedział kto to Fox Mulder, kto to Dana Scully, i że "truth is out there". A co fajniejsze i straszniejsze odcinki były komentowane żywo na szkolnych podwórkach, a nawet, przynajmniej w moich rewirach, zastępowały "ogniskowe" historie z dreszczykiem na szkolnych wycieczkach. Zaś trzon serialu, konspiracja na światową skalę związana z wizytami "szaraków" na Ziemi, niewątpliwie doprowadził do popularyzacji zainteresowania UFO i ufologią. Po latach muszę jednak stwierdzić, że temat kompletnie stracił swój czar po latach. Może to świadomość, że latające talerze to tak naprawdę specyficzna, współczesna mitologia z Ameryki, trafiająca głównie do paranoików i innych dziwadeł. W której fundamentach kryje się zresztą absurdalne i alogiczne przekonanie, że cywilizacja typu drugiego lub trzeciego odwiedzająca nas będzie żywiła niesłabnące i dość chorobliwe zainteresowanie porywaniem rednecków z zapadłych wsi i ich krów. Ale kiedyś było inaczej...

niedziela, 30 października 2011

Halloween Countdown: gotyckie lolitki i ich straszne bajeczki


Bardzo fajnym zabiegiem w przypadku formuły antologii jest wprowadzenie wstawek pomiędzy kolejnymi opowieściami. Od razu inaczej odbiera się to, niż zlepek historyjek lecących zwyczajnie po sobie, takie przerywniki mogą też pomóc w narzuceniu całości odpowiedniego, spójnego klimatu. I to się pamięta. W Creepshow 1 i 2 (na marginesie, wiedzieliście, że ta zacna seria miała być rewitalizowana w formie serialu sieciowego?) oraz w Opowieściach z Krypty mieliśmy wstawki z udziałem maskotek serii (wywodzących się z tego samego źródła, o czym poniżej). W Tales from the Darkside w wersji filmowej mieliśmy jako pretekst do opowiedzenia trzech horrorków czwartą historię - o tym jak Debbie Harry chcę upiec sobie dziecko. A w nowszym Grindhouse cieszyły oczy fantastyczne faux-trailery filmów w klimacie. Ale ten sam zabieg można stosować w innych mediach.W literaturze mamy braid, którego fanem jestem od czasu pierwszego zbioru z Wiedźmakiem. W komiksie też się da to zrobić całkiem dobrze, przykładem jest Cryptkeeper, który pojawił się najpierw na kartach legendarnych antologii, na których oparto serial telewizyjny i które inspirowały Kinga z Romero przy Creepshow. W netowych komiksiątkach też można. Mam oczywiście nieco odmienny od wzmiankowanych przykład. Czemu inny? Bo w tym przypadku gospodarzami kompilacji opowieści z dreszczykiem jest grupka dziwnych dziewcząt zebranych na nocnej herbatce i ubranych w stroje zgodne z modą typu elegant gothic lolita, która stała się w ciągu ostatnich lat jednym z symboli japońskiej popkultury.

piątek, 28 października 2011

Halloween Countdown: drzwi są otwarte


Jak każdy chłopek wrzucający hurtowo swoją taką czy inną twórczość w odmęty 2.0 , mam czasem TE momenty. Można to wyrażać szumnymi nazwami, ale po co - chodzi o prozaiczne widmo bezsensu, przekonanie, że wpuszcza się w nicość niepotrzebne rzeczy, nad którymi marnuje się zdecydowanie za dużo czasu. No i takie tam depresje & marudzenie o beztalenciu własnym. Wtedy, rzecz wiadoma, szuka się pozytywnych przykładów na mniej czy bardziej spektakularne "znetawyjście". W dziedzinie nas obecnie interesującej też takich trochę się znajdzie. Nawet szybko, bo i u nas, w Polsce znaczy się, co najmniej kilku fajnych i docenianych twórców horrorowych wyszło z internetowych portali pisarskich i tym podobnych. No ale wiadomo, potrzebne są efekciarskie przykłady z Zachodu, nie? No i są. Może nie od razu ad astra, ale pozytywne. Na przykład David Wong, jeden z edytorów mojego uzależnienia, który udostępnił swoją powieść John Dies at the End na pożarcie w Sieci, by zaraz dzięki temu wydać ją jak Bóg przykazał, a teraz będzie miał film zrobiony przez Dona Coscarelliego! Fajno. Ale dziś nie o nim, na tapecie będzie niejaki Eric Heisserer. 

środa, 26 października 2011

Halloween Countdown: rokendrolowe piekiełko


Pozostańmy w temacie produkcji sieciowych za którymi stoją serwisy z branży filmikowej. Swoją własną, rzecz oczywista halloweenową produkcję postanowiło bowiem puścić w obieg Vevo. Tak, chodzi ten podczepiony pod YouTube teledyskowy niby-serwis (ok, jest to oddzielny byt, ale tylko w krajach anglojęzycznych), który internetowym oglądaczom powinien się kojarzyć przede wszystkim ze słowem fuck. Hasło FUCK VEVO pojawia się bowiem pod filmami spod znaku tej usługi z przerażającą częstotliwością, wrzucane w komenty zarówno przez pojedynczych niezadowolonych, jak i podsyłaczy łańcuszków wszelakich. Cóż, Internet nie lubi, jak korporacje i takie tam podbierają mu dobre pomysły i miejsca do wrzucania wszystkiego, co popadnie. Nie przeczę, Vevo ma szereg irytujących wad (cenzura, ramki z reklamami, blokady regionalne i przede wszystkim to, że teledyski akurat tej marki zdają się często ładować jakoś dziwnie), ale nie o tym ten artykuł. Tematem jest serialik, który Vevo wzięło po skrzydła. I jest to temat trochę nietypowy. Nie dlatego, że związany ze Świętem Duchów, bo wcale nie jest to horror... choć zamierza wokół konwencji oscylować. Nietypowy, bo to musical (czego cholera można by się spodziewać, w końcu firmuje to ZŁO od teledysków). Nie twierdzę, że sieciowy serial muzyczny to jakaś rzadka bestia i niezbadane terytoria. Chodzi raczej o to, kto i jak to dziełko zrobił.

wtorek, 25 października 2011

Halloween Countdown: cykając fotki demonom


No i to ten czas roku - zostało około sześciu dni do Halloween. Jako, że niemal od zawsze horror i okolice to jedna z moich ulubionych estetyk, jest to chyba jedyna okazja świąteczna, którą chcę mi się celebrować czymś innym, niż leżeniem do góry brzuchem i obżeraniem się okolicznościowymi przysmakami. Zwykle czynię to zwyczajnie przez obejrzenie paru dobrych filmów grozy, ale skoro od paru miesięcy bawię się w bloga... tak, licząc od dziś pojawi się tu parę wpisów pod zbiorczą kategorią Halloween Countdown. Nazwa trochę oszukana, bo podejrzewam, że temat będę ciągnął co najmniej do Zaduszek, ale chwytliwa (chyba). W każdym razie każdy pretekst jest dobry, by powrzucać trochę internetowych fajnych spraw spraw z okolic okołogrozowych. Na pierwszy ogień wybrałem serial sieciowy, który powinien zainteresować miłośników klimatów.