Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2012

Przerywnik muzyczny # 1 - Masakra i depresyjne roboty


Mało na Net is Nerdy muzyki. A miała być integralnym elementem - skończyło się na paru postach, pozostających w zdecydowanej mniejszości. Trzeba to zmienić, bo dzięki różnym social i nie-socjal mediom Sieć pełna jest muzyki. Także takiej, która się w niej rodzi, w niej pozostaje i w niej gra. I nie mówimy tu tylko o indywiduach z YouTube'a, remikserach wszelakich czy kapelkach wrzucających materiały na licencji Creative Commons. Pełne są jej np. interaktywne produkcje lub seriale sieciowe (ten aspekt zresztą staram się zwykle podkreślać). Warto więc wyciągać perełki - co zamierzam czynić w miarę regularnie. Oczywiście takie z elementem geekowskim, a jakże.

niedziela, 6 listopada 2011

Czołowy szalony geniusz internetu


Niektóre tematy ciężko mi poruszać. Z tej prostej przyczyny, że dla kogoś mającego nawet średnie pojęcie o nerdowskiej popkulturze w Sieci są po prostu dość oczywiste. Fakt, dużo z rzeczy, które tu wrzucam, w polskojęzycznym Necie pojawia się rzadko, ale przecież nie podejrzewam, żeby geekowa grupa docelowa moich wypocin nie czytała źródeł anglojęzycznych. Postać Dr. Steela powinna być jedną z takich oczywistości, bo jest to jednak charakterystyczne zjawisko i często się o nim napomyka. Z drugiej strony, napisać mi się o nim po prostu chcę, bo temat jest i ciekawy, i wdzięczny. Mało jest bowiem tak sympatycznie dopracowanych kreacji w Internecie, a poza tym jak nie napisać o kimś, kto na własnej stronie przedstawia się jako "muzyk, naukowiec, przyszły władca świata" oraz "twórca, artysta, wizjoner". I ma własną armię, która nie boi się nawet ruszyć na Jossa Whedona? Warto poświęcić mu parę akapitów, chociażby dlatego, że w sierpniu tego roku ogłosił definitywny koniec kariery. Zatem zapraszam do świata szalonego zabawkarza...

środa, 12 października 2011

Awkward Pop


Jak to bywa u uzależnionych od Internetu, tematy do obadania często wyskakują sobie znienacka, podsuwany wygodnie przez agregaty przetwarzające ciekawostki i ewenementy. Tym razem z rzuceniem we mnie czymś dziwnym pospieszył Geeks are Sexy, jeden z lepszych blogów z gatunku "wrzucamy wszystko, co nerdowskie". Jako jeden z obowiązkowych co parę postów dziwnych/zajebistych/frapujących (skreślić w zależności od percepcji) filmików pojawił się tam wczoraj pewien duet wykonujący, he, COŚ. A raczej piosenka o Jurassic Park, oparta na temacie z Jurrasic Park, wygrana na koszmarnie brzmiących klawiszach przez dwóch typków wyglądających jak najczystsze ucieleśnienie stereotypu nerda ukonstytuowanego w pamiętnych latach 80-tych. Wspomniałem o wokalach łączących brytyjski akcent i wyraźne symptomy Aspergera? Generalnie było to dość przerażające, ale oczywiście musiała wywołać klasyczną w kontakcie z zasobami Sieci reakcję WTF I've just seen? Co oczywiście, pociągnęło za sobą grzebanie po Tubie.

piątek, 22 lipca 2011

Łamacze ambiwalencji?


Weekend zawitał, więc relaks muzyczny uzasadniony. Tym razem o zjawisku, nerdowsko-muzycznym za którym generalnie nie przepadam. Mowa o nerdcore, czyli krótko mówiąc hip-hopie dla nerdów, o nerdach i robionym przez nerdów. Chociaż nie jestem przeciwny dziwnym mutacjom rapowych klimatów (horrorcore na przykład to zdecydowanie moja bajka), to wersja for geeks only nigdy mnie do siebie nie przekonała. Odkąd znajomy podrzucił mi jakieś wczesne dokumenty o nerdcore, mówiąc, że ciekawe i śmieszne, nie łyknąłem. Stwierdziłem, że takie rzeczy jak dwóch raperów przebranych za hobbity (choć Flight of Conchords takie głupoty na przykład robić wolno), czy kolesie o pseudonimie Optimus Rhyme trochę mijają się z moim pojmowaniem dobrej zabawy (nie mówiąc o obronnej reakcji związanej z poczuciem obciachu). I nie było to nawet wynikiem długiego syndromu wyparcia znerdzenia własnego - do dziś podtrzymuję tą opinię. I nie mówię, że chudzi białasi nie powinni brać się za rap (heja Eminem), czy, że w gatunku nie ma miejsca na rymowanie o fantastyce, grach i takich tam (robi to przecież kupa "poważnych" i uznanych raperów). Ale nerdcore zawsze wydawał mi się zabawą dla zabawy samej, nie muzyką. I to zabawą trochę nieprzystępną dla otoczenia. Poza tym - amatorszczyzna oraz monotonia muzyczna i brak prawdziwego talentu do rymowania... zdecydowanie w kategoriach poza ciekawostką nie potrafiłem postrzegać.
Ale, jak to bywa, wyjątków od reguły, które każą zastanowić się nad ociepleniem ambiwalentnych odczuć względem rapowania kręgów znerdziałych, mnoży się coraz więcej.

wtorek, 12 lipca 2011

Duety i chóry polityczno-informacyjne


Uwaga, to nie będzie odkrywcze: oglądanie Wiadomości, Wydarzeń czy innych Faktów od dawna wywołuje różne przykre efekty, od bólu przepony (od śmiechu) przez odruch wymiotny do psychofizycznego wyczerpania, być może grożącego nawet śmiercią. W dużej mierze jest to zasługa naszych kochanych polityków, którzy chyba zmówili się, żeby z roku na rok przebijać samych siebie w ilości głupoty, absurdu i coraz bardziej śmierdzących pomyj wylewanych na głowy oponentów. Co zrobić? Człowiek może sobie włączyć radio, żeby muzyką oczyścić duszę, i co tam znajdzie... duże prawdopodobieństwo, że kolejnego Bolka lub Panią Bolkową ze skłonnością do nadawania głosem robota, który nawdychał się helu. Auto-tune może był i fajnym urozmaiceniem, gdy brali się za niego Cher czy Kayne, ale gdy używa go circa każdy co bardziej rozpoznawalny pop śpiewak/śpiewaczka, przesyt wydaje się być nieunikniony.

I jak w takiej rzeczywistości walczyć z irytacją, gdy z jednej strony głąby, a z drugiej roboty? W sumie nie wiadomo, ale czwórka komików-muzyków rodem z YouTube spróbowała rozwiązać problem.... łącząc oba źródła zła.

sobota, 2 lipca 2011

Remiks fantazji


Miałem w weekend zająć się odrobiną teorii i zamieścić artykulik o formacie webisode i jego atrakcyjności, ale szczerze - mam kaca giganta i nie czuję się na siłach. W temat wgryzę się kiedy indziej, a skoro mamy już ten weekend, to odrobina muzyki dla relaksu nie zaszkodzi.