Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mortal Kombat: Legacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mortal Kombat: Legacy. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2011

Kombat Finale


Największy "spęd bydła" w Nerdlandii, czyli Comic-Con, dobiegł końca. Oprócz masy ciekawych zapowiedzi na najbliższy roczek, których multum i które ciężko jeszcze ogarnąć składnie, (ja na razie na etapie adorowania trailerka Doktora 6,5 oraz  ostrożnego zainteresowania thrillerem o "zegarkach życia" - choć Justin Timberlake + Leonard z Big Bang Theory + Cillian Murphy + śliczna Amanda = f**k yeah,) pojawił się też, jak obiecano, ostatni odcinek Mortal Kombat: Legacy, poświęconym kultowym cyborgom klanu Lin Kuei. Czy dał radę?

UWAGA! SPOILERY!

środa, 29 czerwca 2011

(2) Mortal Kombat: Legacy - wrażenia


Można sobie pisać na sucho o emocjach związanych z nową propozycją ekranizacji Mortal Kombat. Ale wiadomo, że zgryźliwe ględzenie nie zastąpi recenzji i rzetelnego zapisu wrażeń z seansu. Więc voila, mam i takie coś w zanadrzu. Lekki strumień świadomości co prawda, ale pokazuje odczucia towarzyszące serialowi sieciowemu na podstawie ukochanej bijatyki lat dawnych. Aha, będą grube spoilery!!!

(1) Lekki zawód spod znaku smoka


Marki Mortal Kombat nie trzeba przedstawiać. Jeśli ktoś choć raz miał styczność z salonami z automatami, wie raczej o co chodzi. Jeśli nie, już raczej nie potrzebna mu ta wiedza, bo (przynajmniej do wyjścia najnowszej części gry) w obliczu podupadnięcia magii serii po przejściu w trójwymiar jest to rzecz raczej dla fanów. Groteskowa, komicznie brutalna i, nie ukrywając, głupkowata bijatyka podbijała młodzieńcze serca mieszanką taniej namiastki orientalnej mistyki, komiksowego fantasy i tzw. kina karate. Oraz obowiązkowymi Fatality - im bardziej chore, ty większy poklask. Usuwając wszelkie filtry, zwłaszcza ten nostalgii, zobaczymy toporną grę naparzankową i morze testosteronowego kiczu. Ale w Mortal Kombat kryje się ta sama moc, co w filmach akcji z czasów kaset wideo - można sobie wmawiać godzinami, że są idiotyczne czy badziewne, ale nic to nie da, skazy na nich się nie dostrzeże. Pierwsze trzy gry spod znaku smoka i film Paula W.S. Andersona, podobnie obiekt nostalgii - miliony fanów na świecie czekały na ich godne kontynuacje. Mortal Kombat 9 zaspokoiło ich w kwestii gamingowej (minuta ciszy dla mnie na poszlochanie, bo nie mam konsoli). A co z filmową odnogą marki?