Klimaty gotyckie są fajne. Nie mówię o otoczce związanej z subkulturą tzw. gothów (ta bywa atrakcyjna, ale z różnych względów łatwo się do niej zrazić), ale o wszystkim, co wiąże się z powieścią gotycką i takimże odłamem horroru. Wiktoriańskie domiszcza, istoty i widma spoza granic śmierci, pełnie księżyca, monumentalne zamczyska, targani sprzecznościami i rozdarci ciemna stroną własnej natury bohaterowie, romantyzm, mgła, pewien rodzaj szlachetnego ujęcia mroku - gatunek, który zrodził z siebie sporą część współczesnych odmian grozy, nadal oferuje nośne motywy i estetykę - zarówno jego początki, jak i późniejsze przyległości w postaci Poego czy w pewnej mierze Lovecrafta. Chociaż ramotkowe, a czynienie ich atrakcyjnymi dla współczesnego czytelnika nie jest wbrew pozorom łatwym zadaniem. Na tyle, że można powątpiewać ( i pewnie szybko znalazłyby się przykłady), że żonglowanie nim wyjdzie dobrze twórcom komiksów sieciowych. To oczywiście nieprawda, trzeba tylko właściwych twórców na właściwym miejscu. Tom i Brynn Nimue Brown, specyficzna, ale niezmiernie utalentowana para komiksiarzy z Sieci, znalazła dobrą recepturę. Gotyk z wampirami, duchami i wiedźmami; retro; victoriana; kreatury rodem z Weird Tales; manga; mroczna baśń; odrobina aktualnych naleciałości Young Adult - dzięki ich wizji udało się połączyć wszystkie te elementy w urzekającą ponuro-odrealnioną atmosferą całość.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 29 marca 2012
Wyspa gotyckich cudowności
Klimaty gotyckie są fajne. Nie mówię o otoczce związanej z subkulturą tzw. gothów (ta bywa atrakcyjna, ale z różnych względów łatwo się do niej zrazić), ale o wszystkim, co wiąże się z powieścią gotycką i takimże odłamem horroru. Wiktoriańskie domiszcza, istoty i widma spoza granic śmierci, pełnie księżyca, monumentalne zamczyska, targani sprzecznościami i rozdarci ciemna stroną własnej natury bohaterowie, romantyzm, mgła, pewien rodzaj szlachetnego ujęcia mroku - gatunek, który zrodził z siebie sporą część współczesnych odmian grozy, nadal oferuje nośne motywy i estetykę - zarówno jego początki, jak i późniejsze przyległości w postaci Poego czy w pewnej mierze Lovecrafta. Chociaż ramotkowe, a czynienie ich atrakcyjnymi dla współczesnego czytelnika nie jest wbrew pozorom łatwym zadaniem. Na tyle, że można powątpiewać ( i pewnie szybko znalazłyby się przykłady), że żonglowanie nim wyjdzie dobrze twórcom komiksów sieciowych. To oczywiście nieprawda, trzeba tylko właściwych twórców na właściwym miejscu. Tom i Brynn Nimue Brown, specyficzna, ale niezmiernie utalentowana para komiksiarzy z Sieci, znalazła dobrą recepturę. Gotyk z wampirami, duchami i wiedźmami; retro; victoriana; kreatury rodem z Weird Tales; manga; mroczna baśń; odrobina aktualnych naleciałości Young Adult - dzięki ich wizji udało się połączyć wszystkie te elementy w urzekającą ponuro-odrealnioną atmosferą całość.
Etykiety:
gotyk,
Hopeless Maine,
horror,
manga,
Nimue Brown,
The Copper Age,
Tom Brown,
victoriana,
webcomic
niedziela, 4 września 2011
Czerwony kapturku, a czemu masz taką wielką... piłę?
Jeden z bardziej sprawdzonych sposobów na stworzenie fantastycznego dziełka na znanych motywach? Wziąć dowolną bajkę lub baśń z repertuaru dziecięcych historii znanych na całym świecie i przemielić razem z własnymi ideami, przyprawiając najlepiej mrokiem lub dekonstrukcją (Tv Tropes, jak zwykle pomocne, zowie ten proces grimmifikacją, i jest to nazwa adekwatna - choć w wielu przypadkach pasowałoby też w sumie regrimmifikacja). I voila, mamy produkt rozpoznawalny i uniwersalny, bo bazujący na opowieściach znanych na całym świecie, a jednocześnie spełniający wszelkie wymogi postmodernistycznej zabawy motywami i tak dalej. Receptura niezwykle popularna, używali jej znani i lubiani, od Sapka do Carolla, od Willinghama do Moore'a, od Capcomu do Americana McGee, od twórców Towarzystwa Wilków do "geniuszy" z SyFy (mimo, że Tin Man jest gdzieniegdzie hołubiony, a perspektywa zobaczenia Felicii Day zwalczającej wilkołaki kusząca, jakoś nie jestem w stanie dotknąć się czegokolwiek zaliczającego się do plugawego katalogu SyFy originals). Bawienie się w domracznianie/wykrzywianie bajek jest nadal popularne - wszak amerykańska telewizja jesienią serwuje aż dwa seriale w tej konwencji (oba prawdopodobnie ssące), w kinach niedawno mieliśmy Czerwonego Kapturka z Amandą Seyfried, a w kolejce ustawia się chociażby Śnieżka z panienką ze Zmierzchu czy Jaś i Małgosia z Gemmą Arterton i Famke Janssen. Molestowanie bajek przez współczesnych twórców raczej prędko nie zniknie, czy to dobrze, czy źle, jednoznacznie ocenić się nie da. Oczywiście, Internet też dokłada swoje trzy grosze, i różnych przeróbek Grimmów i Andersena co nie miara. Także w świecie komiksu sieciowego znajdziemy tego sporo, a czasem trafiają się dobre. A także cholernie oryginalne i wykręcone. Jak Ever After, o którym będzie dzisiejszy wpis.
Etykiety:
bajki,
Ever After,
fantasy,
manga,
Shaun Healey,
webcomic
Subskrybuj:
Posty (Atom)
