Każdy komiks publikowany w Sieci jest wydawnictwem niezależnym - to zdanie dalekie od prawdy nie jest, pomijając internetowe imprinty i jakieś promowane/sponsorowane inicjatywy. Tą niezależność wielu twórców sobie ceni. Co więcej, w necie (relatywne) łatwiej zdobyć dużą ilość czytelników niż przy powiedzmy wydaniu swojego komiksu w małym, niszowym wydawnictwie. To, ile pozyska się fanów zależy tu wszak bardziej od samego artysty i jego starań, a nie od możliwości publikującej go firmy. Można też zaryzykować, że w Internecie można z powodzeniem zaproponować dziełko, które w klasycznym obiegu "papierowym" miało by trudności - nie z powodu, że jest do niczego, ale bo jest trudne do klasyfikacji, dziwne (a jak wydawca nie wie z której strony coś ugryźć i jak to promować, szanse publikacji drastycznie spadają) lub traktujące o rzeczach, o których będzie chciała czytać wąska grupa osób. I to działa - jest wiele przykładów rzeczy, które trafiłyby na półeczkę indie i tylko do miłośników, a w necie egzystują z powodzeniem, zbierają tłumy fanów i przynoszą artyście rozpoznawalność i, nierzadko, pieniądze. Przykładem niezależnej artystki, która w Sieci z powodzeniem realizuje się twórczo, może być niewątpliwie Australijka Trudy Cooper.
Recenzja zbioru opowiadań pt. „Angst” autorstwa Gustawa Rajmusa
2 tygodnie temu
