Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monster Commute. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monster Commute. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

Słodkie, steampunkowe Halloween... w ulicznym korku


Steampunk jest dziś bardziej ruchem estetycznym niż gatunkiem fikcji. Przynajmniej takie ma się wrażenie, gdy przegląda się różne strony, społeczności i przedsięwzięcia z nim związane. Owszem, możemy zacząć rzucać przykładami dzieł i dziełek, które pchają do przodu i zakorzeniają parowe klimaty w popkulturze treścią, nie formą, ale właśnie cała retrowiktoriańska otoczka związana z ruchem staje się dużo ważniejsza niż nowatorskie historie. Co nie jest złe, zaznaczam. Steampunkiem można bardzo ładnie i kreatywnie zabarwić cokolwiek, to zgrabny dodatek sam w sobie, a i za czadową czasem modę (i śliczniutkie modelki w owych strojach, a jak), i za design, i za różne dziwne/fajne inicjatywy zapoczątkowane w luźnej otoczce parowej fantastyki definitywnie ciężko się obrazić. Ale przy tej elastyczności, estetyka robi się zaskakująco sztywna w doborze środków. Coś steampunkowego wymaga gogli, wiktoriańskich szatek, latających statków i anachronicznych mechanizmów. Rzadko ktoś dorzuca coś nowego do tej wyliczanki, większość twórców zdaje się zadowalać "pakiet podstawowy", ewentualnie doprawiony czystym fantasy. Dlatego, pomimo, że estetyka mi nie zbrzydła, lubię czasem zawiesić oko na czymś, co pcha bazowy steampunk w dziwne, nietypowe rejony. Dlatego też kontakt z Monster Commute zalecam każdemu, kto myśli podobnie. A teraz opowiem dlaczego...