Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chris Stone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chris Stone. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2011

Odrobina staroszkolnego (zębatego) kiczu


Wampiry to dziś trudny temat, na który w obliczu ich nowej epoki dominacji w popkulturze najłatwiej narzekać. I można by, co mi się parokrotnie w różnych miejscach zdarzało, ale z drugiej strony... produktywności i oryginalności w tym mało, a i szkoda mi rugać bladych ziomków z kłami, bo od dziecka wampiry były (w sumie i są) dla mnie mega tematem i miałem (w sumie i mam) skłonność do pochłaniana wszystkiego co dobre lub uciesznie niedobre a związane z potomkami Draculi. Ograniczmy się do stwierdzenia, że w najnowszej erze kultu krwiopijców najlepsze, co było, ukazywało się na uboczu nurtu pop-romansowego i tylko korzystało z ogólnego renesansu potwora, a w samym paranormal romance wszystko, co w jakikolwiek sposób było atrakcyjne, już dawno się wyczerpało (weźmy Czystą Krew, wysoce oglądalny śmieciowy guilty pleasure w oparach seksu i krwi, ze zwykle żenującym pierwszym planem i całkiem, trzeba to powiedzieć, boskim drugim - czwarty sezon chyba już pogrzebał wszystko, co było w tym fajne pod śmierdzącą kupą bzdur). Ale w nawale miejsko-nastoletnio-erotyczno zorientowanego wampirzego porno dla mas ma się niekiedy całkiem uzasadnioną ochotę zobaczyć coś z wampirem klasycznym - gotyckim, upiornym, dystyngowanym i złym do szpiku kości. Wizerunek nieco przestarzały, ale jakże potrzebny. I mimo, że wampiryzm w sieciowych serialach też przędzie tak sobie (skoro jedną z najpopularniejszych rzeczy jest to, a większość produkcji to niezbyt ciekawe amatorki, których ekipy roją sobie, że wystarczą plastikowe zęby, by zrobić show o wampiórach), to milej się robi, jak człowiek natrafia na grupkę Brytyjczyków, która postanowiła zrobić serię tego typu w najbardziej fundamentalnym i szlachetnym, wiktoriańsko-gotyckim klimacie. Przy okazji promując swoją małą ojczyznę.