Wampiry to dziś trudny temat, na który w obliczu ich nowej epoki dominacji w popkulturze najłatwiej narzekać. I można by, co mi się parokrotnie w różnych miejscach zdarzało, ale z drugiej strony... produktywności i oryginalności w tym mało, a i szkoda mi rugać bladych ziomków z kłami, bo od dziecka wampiry były (w sumie i są) dla mnie mega tematem i miałem (w sumie i mam) skłonność do pochłaniana wszystkiego co dobre lub uciesznie niedobre a związane z potomkami Draculi. Ograniczmy się do stwierdzenia, że w najnowszej erze kultu krwiopijców najlepsze, co było, ukazywało się na uboczu nurtu pop-romansowego i tylko korzystało z ogólnego renesansu potwora, a w samym paranormal romance wszystko, co w jakikolwiek sposób było atrakcyjne, już dawno się wyczerpało (weźmy Czystą Krew, wysoce oglądalny śmieciowy guilty pleasure w oparach seksu i krwi, ze zwykle żenującym pierwszym planem i całkiem, trzeba to powiedzieć, boskim drugim - czwarty sezon chyba już pogrzebał wszystko, co było w tym fajne pod śmierdzącą kupą bzdur). Ale w nawale miejsko-nastoletnio-erotyczno zorientowanego wampirzego porno dla mas ma się niekiedy całkiem uzasadnioną ochotę zobaczyć coś z wampirem klasycznym - gotyckim, upiornym, dystyngowanym i złym do szpiku kości. Wizerunek nieco przestarzały, ale jakże potrzebny. I mimo, że wampiryzm w sieciowych serialach też przędzie tak sobie (skoro jedną z najpopularniejszych rzeczy jest to, a większość produkcji to niezbyt ciekawe amatorki, których ekipy roją sobie, że wystarczą plastikowe zęby, by zrobić show o wampiórach), to milej się robi, jak człowiek natrafia na grupkę Brytyjczyków, która postanowiła zrobić serię tego typu w najbardziej fundamentalnym i szlachetnym, wiktoriańsko-gotyckim klimacie. Przy okazji promując swoją małą ojczyznę.
Recenzja zbioru opowiadań pt. „Angst” autorstwa Gustawa Rajmusa
2 tygodnie temu
