Nie chcę generalizować, ale zapewnię duża część osób, które będą to czytać, miały coś w życiu wspólnego z ośmiobitowymi komputerami i konsolami. Na pewno w moim pokoleniu - pierwszą konsolą każdego był przecież Pegasus, nie mówiąc już o Atarynkach czy Commodore 64 w kwestii komputerów domowych. Ale Pegasus. Jak pewnie wszyscy wiedzą, była to piracka wersja konsoli Nintendo Entertaiment System, zwanej w Japonii Famicomem. Absolutnie esencjonalnej dla rozwoju gier wideo i pchającej branże w swoim czasie mocno do przodu. A dzięki temu, że Pegasusa dało się kupić na każdym bazarku w rozsądnej cenie, tak samo kartridże z grami, mogliśmy poznać wiele kultowych tytułów NESa - od Mario czy Contry do różnych Dizzych czy Big Nose'ów, chyba jednak bardziej u nas zapamiętanych. Oczywiście, skoro wszyscy kochamy takie retro, jego bohaterów, a chiptune'y nasze uszy uwielbiają, w Sieci pojawia się mnóstwo trybutów i zabaw czy to z pamiętnymi grami, czy to z samą estetyką 8-bit. Ale mało który jest tak mocarny, jak wypuszczona niedawno flashowa gierka Abobo's Big Adventure. Dlaczego? Choćby dlatego, że dzięki niej nie tylko możesz jeszcze raz zanurzyć się w ośmiobitowy świat, ale... dosłownie rozwalić go na drobniutkie, pikselowe kawałeczki.