Komiks superbohaterski, głównie dzięki tym dwóm panom, od przełomu lat 80-tych i 90-tych jest gatunkiem, w którym obok podstawowej radosnej sieczki w wykonaniu faciów z superfajnymi zdolnościami i z obowiązkowo fabułą zagmatwaną do granic zrozumiałości, znalazło się miejsce na eksperymenty, posmodernizm, dekonstrukcję i ogólnie wrzucenie w świat trykociarzy poważnych zagadnień, złożonego tła psychologicznego i ważkich dylematów. W międzyczasie trend przesadnie mrocznego i dramatycznego emo-antybohaterstwa, sprokurowany przy okazji, zdążył obrzydzić wszystkim całą tą Mroczną Erę Komiksu (racząc takimi logicznymi ekstremami, jak Spidey powodujący raka u Mary Jane swoimi, ekhem, radioaktywnymi wydzielinami - polecam artykuł), ciągle targające uniwersami znanych marek kryzysy, restarty, mega crossovers i inne zabiegi marketingowe odbiły się czkawką i nadal trują branżę (hello DC!), fakt, ale dzięki tym zmianom do dziś z dużą częstotliwością dostajemy zarąbiste pozycje z superbohaterami jako punktem wyjścia dla niesamowitych scenariuszy i poszukiwań artystycznych (zwłaszcza w formacie graphic novels) i mamy instytucje takie jak Vertigo Comics, które wypluwają cudeńka oraz kultowe tytuły na prawo i lewo. Czemu znów babram się w przypominanie historii komiksu amerykańskiego? Bo w dzisiejszym wpisie chcę przedstawić dwie serie twórcy działającego w Internecie, które dość mocno kojarzą mi się z Mroczną Erą Komiksu i konwencjami, które zawładnęły superherosów światem w latach 90-tych. W pozytywnym sensie, naturalnie.
Recenzja zbioru opowiadań pt. „Angst” autorstwa Gustawa Rajmusa
2 tygodnie temu
