Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Creepy Puppet Project. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Creepy Puppet Project. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2012

Pięć pytań do... Matta Ficnera


Jeśli śledzicie Net is Nerdy, to już dobrze wiecie, że kocham Creepy Puppet Project. Zresztą, moim skromnym zdaniem, nie da się NIE kochać czegoś, co zawiera w sobie sporą porcję śpiewających i opowiadających głupie kawały zombie (i filmik instruktażowy, który uczy jak zrobić realistycznie wyglądającą flegmę). Powtórzę raz jeszcze - w tym znajdzie coś dla siebie każde zwyrodniałe duże dziecko (jak ja ;), prawdziwe chore słodkości. Jest gore, jest humor, głupawka i horror, parodia i duch bizarro (będę epatował tą mało konkretną etykietką, bo w końcu znalazłem sobie nowomodny trend, w którym się stuprocentowo odnajduję). I kukiełki, przecudne, przeobleśne. A wszystkim zawiaduje Matt Ficner - człowiek-orkiestra, który od lat z ogromną determinacją realizuje się w tworzeniu tego dziwacznego teatrzyku. Nie brak mu ani talentu, ani entuzjazmu, ani specyficznego podejścia do życia. Pozwólmy więc, żeby zaprezentował to osobiście - zapraszam do wywiadu z tym niezwykłym twórcą!

5 questions to... Matt Ficner


I love Creepy Puppet Project. And I think everyone should - what's not to love about a show full of zombies singing and telling bad jokes (and with tutorial video on how to make realistic mucus). I'll say it out loud - it has everything the wicked freak adult child needs, really sick and awesome pack of candy. It has gore, humor, stupidness, horror, parody and bizarro spirt. And puppets, lovely, repulsing puppets. And it all comes from workshop of Matt Ficner - one man band, who works for years, with great determination, to run this strange theater. He has talent, he has enthusiasm, he has really cool attitude towards life. Oh, enough babbling, let the man himself speak - here is an exclusive interview with this incredible creator!

piątek, 11 listopada 2011

25


Przykro mi, ale w tym tygodniu nie pojawi się tu już nic ambitnego, konstruktywnego ani nawet uciesznego. Tak się niestety złożyło, że mam dziś urodziny, w dodatku dwudzieste piąte. Chociaż niektórzy potrafią z takiej okazji walnąć jakiegoś superfajnego posta, ja na razie nie mam w sobie śladu weny i ochoty, a potem... no cóż, hangover's a bitch. Obiecuję, że w postaram się nadrobić tygodniową lukę w zalewaniu czytelników różnymi dziwnościami i fajnościami rodem z Internetu (która, nie ukrywam, wynika też znowu z zajęcia się konkursami różnymi), a w tej chwili sam sobie złożę życzenia za pomocą The Creepy Puppet Project. Dlaczego? Bo zawsze warto przypomnieć, bo pasuje, ekhem, nastrojowo oraz dlatego, że jak ujął to sam twórca - jak można lepiej złożyć życzenia urodzinowe niż przy pomocy zombie?

środa, 3 sierpnia 2011

Głupkowate kukiełki w sosie gore


Jeżeli szukasz czegoś wykręconego, obleśnego albo idiotycznego, Internet z chęcią ci to dostarczy. Wiadomo. W jego cyfrowych zasobach kryją się takie rzeczy, że głowa mała, a i po zobaczeniu niektórych chciałoby się wydłubać sobie oczy. Jednocześnie, od zawsze różne chore pomysły i dziwnostki online przyciągały, gdy miało się za dużo czasu do zmarnowania. Niektóre rzeczy spełniające wymogi z pierwszego zdania dorobiły się nawet swoistego statusu legendy. Kiedyś na przykład w konsternacji wlepiało się gały w ekran, gdy tylko wychodził nowy odcinek Salad Fingers (kult, który zresztą niedawno powrócił). To, co chcę przybliżyć w dzisiejszym poście nie jest zdecydowanie tak znane, jak samotnik z fetyszem rdzy, ale niewątpliwie co najmniej tak frapujące. Choć zamiast wywołać zaniepokojenie, częściej karmi nas groteskowym humorem z porządną dawką ekscentryzmu... czy też wydziwaczenia, jak zwał tak zwał.