Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YouTube celebrities. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YouTube celebrities. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 czerwca 2012

Szkoła życia... w grze


Miałem napisać, że już trochę ciężko śledzi mi się seriale i filmy o nastolatkach/dla nastolatków, bo jestem taki stary i zgorzkniały i w ogóle nie w targecie, ale szybko przypomniałem sobie, że przecież śledziłem z zacięciem młodzieżowe Skins, Misfits, The Fades, a także takie rzeczy jak głupkowaty heavymetalowo-horrorowy Todd and the Book of Pure Evil, o którym nikt nie słyszał, podchodziły mi bez większego niesmaku (Jason Mewes grający Jasona Mewesa bardzo pomógł w tym przypadku). No, dodać jeszcze mniej lub bardziej mądre komedie o nastolatkach stricte z USA, te z okolic Superbad, to wychodzi, że mój pomysł na wstęp był do kitu. Może lepiej przejść do rzeczy? Ok, dziś będzie sieciowy serial o nastolatkach. I w tematyce, która jeszcze sporej ilości nieuświadomionych ludzi kojarzy się z nastolatkami - czyli kręcący się wokół gier komputerowych. O twórcy serialu - jest nim jedna z najpopularniejszych nerd gwiazd Youtube'a, Freddie Wong - już pisałem, więc odsyłam i nie ma co przedłużać. Pytanie jest następujące - czy dodanie fabuły i wszelkich serialowych konwencji do tego, co Freddie robi najlepiej, czyli wizualizacji gier komputerowych w prawdziwym świecie za pomocą świetnych efektów specjalnych, wyszło dobrze czy źle?

środa, 21 grudnia 2011

Azjaci, gry i giwery - najlepsze guilty pleasure (?) YouTube'a


Zawsze gdy przeglądam nowe, a przy okazji też większość znanych filmików z tubowego kanału freddiew, zastanawiam się nad tym, czemu właściwie znów. I zadaję sobie w mojej pustawej głowie pytanie - Freddie Wongu, dlaczego twoje produkcje tak dobrze się ogląda? Całkiem obiektywnie patrząc (przynajmniej tak mi się wydaję) są one często durnowate  - i nie chodzi tylko o dziwne miny samego gospodarza; przesadnie głośne, ze swoją zrozumiałą miłością do filmowości i zdecydowanie mniej pojmowalną do łupiącego techno; opierają się w zasadzie na dziecinadzie i nastoletnich wygłupach; a w kwestii humoru bazują tylko na w miarę prostym (acz czasem błyskotliwym) wrzuceniu jakiejś mechaniki z gier lub z kina akcji w realne środowisko, rzadko docierając do jakiejkolwiek mocnej puenty. A jednak oglądam z przyjemnością. Guilty pleasure? A może nie?

niedziela, 6 listopada 2011

Czołowy szalony geniusz internetu


Niektóre tematy ciężko mi poruszać. Z tej prostej przyczyny, że dla kogoś mającego nawet średnie pojęcie o nerdowskiej popkulturze w Sieci są po prostu dość oczywiste. Fakt, dużo z rzeczy, które tu wrzucam, w polskojęzycznym Necie pojawia się rzadko, ale przecież nie podejrzewam, żeby geekowa grupa docelowa moich wypocin nie czytała źródeł anglojęzycznych. Postać Dr. Steela powinna być jedną z takich oczywistości, bo jest to jednak charakterystyczne zjawisko i często się o nim napomyka. Z drugiej strony, napisać mi się o nim po prostu chcę, bo temat jest i ciekawy, i wdzięczny. Mało jest bowiem tak sympatycznie dopracowanych kreacji w Internecie, a poza tym jak nie napisać o kimś, kto na własnej stronie przedstawia się jako "muzyk, naukowiec, przyszły władca świata" oraz "twórca, artysta, wizjoner". I ma własną armię, która nie boi się nawet ruszyć na Jossa Whedona? Warto poświęcić mu parę akapitów, chociażby dlatego, że w sierpniu tego roku ogłosił definitywny koniec kariery. Zatem zapraszam do świata szalonego zabawkarza...