środa, 12 września 2012

Wywiad z Shaenon K. Garrity - artystką komiksową i autorką Narbonic oraz Skin Horse



Tak jak obiecałem na Facebooku – wracamy do gości, wywiadów i innych ciekawych spraw. A, że omówiliśmy już Skin Horse, to dobra okazja, by poznać, co o swoim komiksie ma do powiedzenia autorka i spiritus movens czyli Shaenon K. Garrity. Wywiad sympatyczny i treściwy, a jak ktoś już pokusił się przejrzeć archiwa jej projektów, to na pewno dostanie odpowiedzi na parę pytań, które nasuwają się przy obcowaniu z jej pracami. Dobrze, nie przedłużajmy wstępów, czas przejść do sympatycznej rozmowy.

Interview with Shaenon K. Garrity, comic artist and creator of Narbonic and Skin Horse



First – hello to all English-reading folks who stumbled upon this interview. And now, to not make introductions too long, let’s get to it.

Today Net is Nerdy presents you the very hard-working and known in the business of Internet cartoons guest. Shaenon K. Garrity publishes comedic webcomics for years. She draws, she writes and she is full of ideas… mad ideas, that is, because most of her creations have something to do with MAD SCIENCE!!! (yes, with exclamation marks, because mad science is that awesome). She’s most known as creator of Narbonic, a story of a guy who got too near certain girl dabbling in beforementioned field of science work and thus he became a technician in crazy place called Narbonic Labs. In addition to this long running and awarded project, she created kinda-sorta spin-off Li’l Mell and Skin Horse (created with Jeff C. Wells) – her ongoing comic set in the same shared universe about government project that eliminates problems caused by non-human sapients… with a team that consists of ex-military crossdressing ladies man (puns not intended, BTW), hyperinteligent dog field-team leader, zombie/Frankenstein girl bent mostly on killing everything (but otherwise symphatetic, albeit she has short attention span) and military helicopter with a brain of obnoxious nerd. Yes, you can see that this is kinda unique. In addition, Shaenon does lots of acclaimed side projects, writes about comics for Comixology and recaps X-Files in the webcomic form. It’s not surprising she has lots of interesting things to say, so, well, enjoy the interview.

niedziela, 9 września 2012

Niedorzeczne problemy wymagają niedorzecznej ekipy


Fantastyka wszelkiego rodzaju jest przepełniona organizacjami lub mniej formalnymi drużynami, które nie tylko wiedzą więcej - czyli, że w naszych realiach bytują byty, które bytować nie powinny i coś tam mącą - ale i badają/tępią/kontrolują/ukrywają/odkrywają przedmiot wiedzy owej. A mówiąc po ludzkiemu - chodzi o paranormalnych detektywów, szemrane organizacje facetów w czerni i łowców wampirodemonoobcych wszelakich. Od Archiwum X do Fringe, od Angel do Torchwood - popkultura się od nich roi. W przypadku dzisiejszej prezentacji interesuje nas opcja środkowa - czyli rządowe centra do spraw paranormalnych. Wiadomo, politycy zaprzeczają, ale każda władza dobrze wie, że ma na podwórku istoty z zaświatów, spiskujących kosmitów, dziady borowe i strzygi leśne. A jak ma, to musi sobie z nimi radzić - najlepiej powołując do życia komórkę nieodpowiedzialnych, półamatorskich wykolejeńców, która nigdy nie powinna dostać takiej roboty (a i często w ogóle należałoby ich od społeczeństwa odseparować). Tak, środowisko pracy agenta do spraw wysoce nadnaturalnych sprzyja szaleństwu. Jak to wygląda na co dzień i od święta pokaże nam humorystyczny komiksi Shaenon K. Garrity i Jeffa C. Wellsa - Skin Horse.

sobota, 1 września 2012

Apokaliptyczny smartfonizm i kilo wątpliwości


Mam wrażenie, że ambitniejsze science fiction w telewizji nie ma się ostatnio za dobrze. Dominuje albo lekka i przyjemna konwencja, granicząca raczej z fantasy, o czym świadczy dobra passa Doktora i wysunięcie się Warehouse 13 na pozycję sztandarowej produkcji SyFy; albo prezentacja dramatyczna bliższa innym gatunkom, doprawiona tylko elementami s-f. Upraszczam może, ale coś w tym jest. Jeśli ktoś chce zaś raz na jakiś czas pogrzebać w czymś, co stawia klasyczne pytania na temat futurystycznych zagadnień i kondycji człowieczej, bądź po prostu czegoś poważniejszego/cięższego gatunkowo, musi szukać. Ostatnio honoru może nie-aż-tak-hard, ale na pewno głębszej s-f broniło parę produkcji. Rewelacyjne Black Mirrors pomysłu mojego guru telewizyjnego, Charliego Brookera (f*ck yeah for series 2!). Czy chwalone bardzo bardzo Awake i Continuum (nie oglądałem, więc na wspomnieniu skończę). W Internecie, gdzie wcale nie jest specjalnie lepiej i w pamięci jako "coś więcej" w fantastyce naukowej utkwił mi jedynie Aidan 5, też czasem wypływa serial, który obiecuje ciekawsze podejście w temacie futuryzmu. Na taki zapowiadał się, samoświadomością marketingową się wykazując, H+, mocno podpięty pod nośne nazwisko producenta - Bryana Singera, który po udanej mutanciej pierwszej klasie otrzymał zresztą nowy kredyt zaufania. Nie skupiajmy się jednak na tym - wyprodukował on "aż" pięć odcinków, z dużą grupą kolegów - lecz zadajmy sobie pytanie: czy sugerowany kierunek prawdą jest czy mrzonka li to?

czwartek, 23 sierpnia 2012

Mroczny urok martwych niebios


Klasyczne high fantasy jest, niestety czy stety, już dawno raczej poza moim kręgiem zainteresowań. I wydaję mi się, że jeśli ktokolwiek przedobrzy z obcowaniem z tego typu konwencją, dojdzie w końcu do tego stadium. Powielając schematy wyznaczane przez widełki Tolkien - Dungeons & Dragons, ciężko nie zajść w takie miejsce, w którym zaczyna się po prostu produkować więcej i więcej tego samego. Ile można czytać o magiczno-mięsniackich poszukiwaczach przygody, rąbiących smoki tudzież borostwory w świecie średniowieczo-renesansowym z dodatkiem uszatych elfiąt i brodatych krasnali. Zostaję więc przy kilku klasykach zawsze miło wspominanych, ale, że fantasy jako takie lubię, chętnie szukam podgatunków, które mają mi coś do zaoferowania. Urban fantasy czy nowsze, nomen omen, new weird to ciekawy kierunek, ale zawsze miałem też słabość do dark fantasy. Zarówno wąsko rozumianego, czyli pod kątem domieszki horroru, jak i po prostu tej odmiany fantastyki brodzącej w brudnych i uciesznie mrocznych klimatach. Więcej, w tej konwencji łyknę nawet rzeczy powielające pewne schematy, byle nastrój i tonacja podpadały pod moje gusta. Dlatego dziś przedstawię Dead Heaven - sieciowy komiks niezwykle miły oczom każdego miłośnika mroku w świecie magii.

środa, 15 sierpnia 2012

Przerywnik muzyczny # 1 - Masakra i depresyjne roboty


Mało na Net is Nerdy muzyki. A miała być integralnym elementem - skończyło się na paru postach, pozostających w zdecydowanej mniejszości. Trzeba to zmienić, bo dzięki różnym social i nie-socjal mediom Sieć pełna jest muzyki. Także takiej, która się w niej rodzi, w niej pozostaje i w niej gra. I nie mówimy tu tylko o indywiduach z YouTube'a, remikserach wszelakich czy kapelkach wrzucających materiały na licencji Creative Commons. Pełne są jej np. interaktywne produkcje lub seriale sieciowe (ten aspekt zresztą staram się zwykle podkreślać). Warto więc wyciągać perełki - co zamierzam czynić w miarę regularnie. Oczywiście takie z elementem geekowskim, a jakże.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Kryzys dotyka wszystkich


Sandeep Parikh, znany przede wszystkim z The Guild, to niewątpliwie sympatyczny gość. Tego Amerykanina hinduskiego pochodzenia nie da się nie lubić, a komediant też jest z niego całkiem spoko. Sęk w tym, że produkcje z jego (zawsze ogromnym) udziałem nie bardzo mi się chciało oglądać... przynajmniej na dłuższą metę. Gildia broni się, to fakt, przystępnym humorem i charakterystycznymi postaciami, ale po 3 sezonie nie chciało mi się nawet włączyć czwartego. Zaś Legend of Neil, autorski projekt Sandeepa? Cóż, to rozbudowana (i świńska co niemiara) parodia Legend of Zelda, a ja w tą grę nigdy nie pocinałem i pocinać nie zamierzałem. Czasy 8-bit i 16-bit mają taki zasób Castlevanii, Metroidów, Final Fantasy i innych cudeniek, że zwyczajnie mało obchodzą mnie perypetie spiczastouchego bubka w czapeczce oraz z mieczykiem, zbierającego sobie serduszka i takie tam. A późniejsze... nie, nie umiem się przemóc. Sorry, fani Nintendo. I choć ciężko nie docenić paru błyskotliwych pomysłów i entuzjazmu, a każdemu serialowi rozpoczynającemu się od tronowego wsiąknięcia w konsolę wykonanego za pomocą masturbacji pod pikselową wróżkę połączonej z podduszaniem się padem od NESa należy się tzw. szacun, to dłuższe obcowanie u mnie skończyło się wyłączeniem. Dlatego cieszę się, że nowy projekt Sandeepa tematycznie bardziej trafia do mojej osoby. Bo choć ze sztandarowych bohaterów DC, których wykrzywione przedstawienia są główną atrakcją Save the Supers, lubię jedynie Batmana (chyba, że Lobo jest sztandarowy), to przynajmniej rozeznaję się jako tako w ich realiach.