niedziela, 8 stycznia 2012

Cloning Blues


Aidan 5. Ten serial powinien się pojawić tutaj dawno, nie przeczę, inne rzeczy zawsze wskakiwały na jego miejsce i pewnie jestem ostatnią osobą w temacie, która o tym pisze. Tak czy siak, uwaga mu się należy, bo to swego rodzaju fenomen. Nie chodzi nawet o nominacje i zdobyte nagrody, których parę jest - powstał zresztą na podstawie uhonorowanego kilkoma shorta zrobionego w Projekcie 48 Godzin (dwa dni na nakręcenie filmu). Raczej fakt, że od premiery pierwszej połowy sezonu w 2009 roku pojawia się non stop w listach najlepszych rzeczy w Sieci ever, dostaje niemal jednogłośnie pozytywne recenzje i rzuca się w jego omawianiu hasłami od "szokująco dobre" do "innowacyjne" czy "popychające medium do przodu". Zwłaszcza teraz, po zakończonym w 2011 sezonie 1.5, chwaleniu tej produkcji nie ma końca. Co samo w sobie jest sukcesem - zwłaszcza, że brak tu dużych nazwisk i przesadnie doświadczonych twórców, a ekipa była złożona w całości z ochotników. A oryginalna forma osiągnięta przy budżecie nie wystarczającym pewnie na ćwierć odcinka telewizyjnego czyni Aidan 5 świetną rzeczą do pokazywania ludziom, że tworzenie fantastyki na potrzeby Internetu bez ogromnych nakładów finansowych nie jest daremnym trudem. Jeśli dodamy atrakcyjną konwencję, którą można w uproszczeniu określić jako miks mniej szajbniętego Dicka (a może bardziej ekranizacji z Blade Runnerem na czele) z Sin City, to co do wyjątkowości projektu wątpliwości brak. A najlepsze, że zawodu efektem finalnym raczej nie będzie.

Obrazek należy Room 101 Productions Aidan 5 http://www.aidan5.com
James Aidan jest typem staroszkolnego detektywa-twardziela. Takiego, co złamie nos zanim przejdzie do pytań i nie waha się z miejsca odstrzelić kolesia, który popełnił wyjątkowo odrażającą zbrodnię. Przez to raczej nie ma szans na tytuł policjanta miesiąca, ale nawet komisarz musi przyznać, że facet skuteczny w swojej robocie jest. Ale Aidana czekają nieliche kłopoty, które zaczynają się, gdy jeden z jego klonów zabija trzech pozostałych i funduje oryginałowi miesięczny pobyt w szpitalu. Klonów? Owszem, bo w 2064 zdobyć dobrą pracę w policji trzeba obligatoryjnie się sklonować. Aidan, gdy tylko dochodzi do siebie, zaczyna śledztwo z pomocą swojej partnerki, Riley  i niedługo potem staje się jasne, że znalazł się w centrum intrygi, w którą zamieszana jest potężna korporacja, politycy, dziwny snajper bez twarzy, podziemie przestępcze i Bóg wie kto jeszcze. W dodatku, tajemnica ma związek z osobistą tragedią policjanta, co daje mu silną motywację do zagłębienia się w całe to bagno...



W każdej sekundzie 16 odcinków Aidan 5 widać, że ludzie stojący za serialem niesamowicie starali się, żeby pod względem fabuły i świata przedstawionego widz nie otrzymał półproduktu. A także, aby działał on zarówno jako mroczny kryminał (thriller?) s-f, jak i jako dziełko, które mówi o czymś, ma konkretny temat przewodni. Część fabularna przede wszystkim trzyma w napięciu, dzięki wartkiej akcji i umiejętnie używanym cliffhangerom. W 7-8 minutowe średnio epizody upchnięto dość motywów, by serial wyszedł mocno wielowątkowy, a intryga odpowiednio zagmatwana (choć główny jej tor okazuje się na końcu raczej klarowny, bez szwankującej logiki czy podobnych problemów) - trzeba zapamiętywać detale, wszystko ma swoją wagę. Prosty pościg za złoczyńcą okazuje się testem dla wszystkich postaci, a główny bohater i najbliżsi jego współpracownicy są cały czas zagrożeni, na krawędzi - parę mocnych zwrotów akcji dogłębnie to uświadamia. Oczywiście nic nie jest bez wad. Pewne uproszczenia mogą drażnić (np. wygląda, że wystarczy wejść do pierwszej z brzegu podejrzanej speluny/siedziby typków spod ciemnej gwiazdy, żeby zdobyć potrzebne informacje), a twist będący najistotniejszym elementem fabuły można przewidzieć gdzieś w połowie jak zna się gatunek (podany jest on z sensem, ale jednak). Stereotypizacja postaci, głównie pobocznych, może też rzucać się w oczy - komendant musi być krzyczącym i nerwowym, ale lubiącym krnąbrnego podwładnego; technik pseudoluzackim nerdem; członkowie korporacji śliskimi i karmiącymi dwuznacznymi wypowiedziami typami. Tu ktoś jednak mądrze pomyślał, wtłaczając wszystko w konwencję noir - najbardziej uwidocznioną w narracji głównego bohatera w znanym, postchandlerowskim stylu - przez co nie razi i to, i niedostatki gry aktorskiej. Nie, żeby w tym departamencie było źle. Przed seansem wydawało mi się, że fizjonomia Bryana Michaela Blocka (taka trochę nawet świnkowata) nie nadaje się do postaci detektywa. Myliłem się, dobrze prezentuje się jako udręczony, impulsywny twardziel, a dodatkowe punkty dostaje za znakomity, niski i chrypliwy czasem głos oraz w paru miejscach dobrze odegrane momenty, gdy emocje rozbijają image.Maya Sayre (miała epizod w Blood and Bone China - zresztą seriale są zaprzyjaźnione i w Aidan 5 też nawiązanie do tamtego jest, ale jakoś za mało bystry jestem, bo nie wyłapałem) może się wydawać trochę przytłumiona przez partnera, ale wyszła zwycięsko z zadania oddania problemów i niepokojów postaci stygmatyzowanej i po traumie, a gdy dochodzi do głosu jako narrator własnej historii, widzimy, że jej zachowania i postawy są bardzo uzasadnione. Drugi plan też spisuje się nieźle i zapewnię każdy oglądający znajdzie sobie jednego czy dwóch ulubieńców.
A świat przedstawiony?
Z jednej strony mamy tu staroszkolnie ujęte megapolis przyszłości, ze świecącym neonami i reklamami centrum oraz brudnym, zapomnianym podziemiem. Wraz z komputeryzacją w stylu 80's i latającymi radiowozami (boże, kocham latające radiowozy, to nawet widać w moich własnych tekstach ;)). Z drugiej strony tematyka klonowania nadaje wszystkiemu oryginalnego smaczku. Klonowanie dawno przekroczyło użytkową normę, co przy wzrastającej populacji prowadzi do konfliktów i dyskryminacji surogatów. Każdy klon chcę być w pełni człowiekiem, mają one własne życia i rodziny, ale mało kto traktuje ich jako równych. Co daje pretekst do pokazania paru ciekawych obrazków, jak polityk nienawidzący surogatów mierzący się w kampanii wyborczej z własnym klonem; laboratoria pełne retro sprzętu, produkujące taśmowo dziwki i ochroniarzy dla gangsterów; czy kopia mierząca się z rozpaczą po śmierci oryginała. Naukowo trochę to naciągane, z zasadą tylko 5 klonów i innymi detalami, ale to nigdy fantastyce nie przeszkadzało. Ważne, że problemów, łącznie z dylematami tożsamościowymi wiodących postaci, nie potraktowano po macoszemu, ale też zrównoważono ładnie z akcją, nie przesycono nimi serialu. I łopatologia tylko w jednym czy dwóch momentach się zjawia. Jest dobrze, nawet świetnie.
Chociaż bez strony wizualnej świat Aidana mógłby nie być aż tak fajny...



Już sama idea serialu aktorskiego z całym światem w formie szkicu jest kusząca, a wykonanie, wbrew obawom przed obejrzeniem, nie szwankuje. Dwuwymiarowe, czarno-białe pejzaże i wnętrza są klimatyczne i dobrze komponują się zwykle z równie monochromatycznymi aktorami. Design wszystkiego jest uroczo minimalistyczny (choć detali mnóstwo, nie zrozumcie mnie źle), a smaczki typu światło prawdziwe zmieszane z komiksowymi "promykami" czy ograniczenie ujęcia do jasnego pola z postaciami otoczonego ciemnością cieszą oko. Rysunkowy świat daje przede wszystkim miejsce przede wszystkim na rozmach, na który niezależna produkcja normalnie sobie pozwolić nie może. Pościgi, strzelaniny, statki bojowe wystrzeliwujące rakiety, kraksy latających samochodów? Wszystko jest, a jakże. Czasem wygląda to super, czasem coś prezentuje się nieco gorzej (wybuchy, dziury po kulach, no i mało statystów w niektórych scenach), ale poziom jest wysoki i nie brakuje niczego, co powinno być w wysokobudżetowym filmie sensacyjnym. Na wysokości sceny z gonitwą za pociągiem Dynamiki dodaje modna "trzęsikamera", włączająca się w starannie wyselekcjonowanych momentach. Efekt końcowy rzeczywiście intryguje i może zachwycić nawet. Nie sposób pominąć muzyki. Przez cały czas towarzyszy nam elektroniczny puls w różnych formach (zróżnicowanie utworów spore), tylko w emocjonalnych momentach przechodząc w pasaże rozmytych syntezatorów. A w podniosłych chwilach i podczas scen akcji dołącza do tego orkiestra, niskie, mroczne i bombastyczne dźwięki, które im bliżej finału, tym więcej pozytywnej "hollywoodzkości" nabierają. Brawa dla kompozytora. Ze dwa utwory nieznanych, ale fajnych kapel też sprawdzają się ekstra, zwłaszcza piosenka przewodnia I Believe, w wykonaniu MagpieMind, świetnie wpisuje się w atmosferę. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić w kwestii udźwiękowienia, to faktu, że dialogi czasem zlewają się z muzą i wtedy ciężko je zrozumieć.



Aidan 5 to przykład, jak kreatywność i pomysł na estetykę mogą przezwyciężyć ograniczenia - pod warunkiem, że historia do opowiedzenia jest dobra. Nawet, jeśli nie uzna się z miejsca serialu za niesamowitą perełkę, ciężko nie docenić pracy i zaangażowania ekipy, wyróżniających się i na dobrą sprawę w necie nie stosowanych jeszcze rozwiązań. Nie będę ściemniał - jeśli bawią cię seriale sieciowe, musisz to zobaczyć. A autorom chyba może być ciężko przebić to czymś nowym, więc trzeba trzymać kciuki za sezon drugi - tym bardziej, że parę wątków nie domknięto, co nie boli, ale chciałoby się otrzymać wszystkie odpowiedzi. Aidan 5 cieszy tym bardziej, że w "dużej" telewizji ostatnim science fiction w podobnych klimatach i starającym się ukazać problemy rodem ze starego hard s-f była chyba Caprica, a serialowi Moore'a i tak podcięło od startu skrzydła siłowe powiązanie z Battlestar Galactica (BTW, widzieliście niewyemitowany - i już zdjęty z Sieci - pilot Posterunku 17? Mimo sprzedawania tego samego pomysłu na fantastykę, tylko z magią zamiast Cylonów, oraz zapowiedzi sztampowego głównego motywu walki czarów z technologią, chyba bym to pooglądał. Cholerne stacje TV i ich polityka...). I nawet jeśli refleksje na temat klonowania są tu podobne do paru innych rzeczy, to podano je zaskakująco ciekawie.


* Tytuł, przyznaję bez bicia, zaczerpnąłem z TV Tropes, ale uwierzcie, Aidan 5 sztandarowym przykładem tego tropu akurat mógłby być bez wątpienia.

Brak komentarzy: