poniedziałek, 2 lipca 2012

Dziwaczne konsekwencje braku snu


Niedobór snu to masakra. Powie to każdy, kto śpi mało - np. ja. Wiadomo, jak się dzieli czas między pracą, tzw. prozą życia a udzielaniem się w wielu różnych miejscach, trzeba sobie odcinać brakujący czas z godzin snu właśnie. U mnie efektem jest to, że gdy tylko w tygodniu dotknę jakiejś powierzchni mniej-więcej nadającej się do leżenia, w pięć sekund uciekam prosto do krainy Morfeusza... dobra, ale to nie jest próba autobiografii. Chodzi o to, że z niedoborem snu ludzie radzą sobie różnie. Jednym ze znanych sposobów jest power nap, czyli po naszemu króciutka (do 20 minut) drzemka rewitalizacyjna. Tak się składa, że Power Nap to także tytuł bardzo fajnego, choć dopiero rozwijającego skrzydła komiksu sieciowego, którego akcja kręci się wokół snu i zwłaszcza jego braku. Główny bohater ma pod tym względem strasznie przerąbane - jest bowiem jedną z ostatnich osób, które... w ogóle muszą spać.

Obrazek należy do Maritzy Campos i Bachana, wszelkie prawa zastrzeżone
Drew ma niezwykle ciężkie życie. Nie dość, że pracuje w bezdusznej korporacji na jakże odpowiedzialnym stanowisku operatora zszywacza (serio!), do pracy dojeżdża trzy godziny i nie ma poza nią czasu na jakiekolwiek życie, to jeszcze dręczą go koszmary. I to wyjątkowo specyficzne. Smokowaty potwór gania go po pustynnej krainie snu, by męczyć go... matczyną troską. A nieprzyjemne sny są dla Drew przedłużeniem codziennej męki. Bo snu w jego życiu jest zdecydowanie za mało. Powód? Musi się dostosować do wymogów świata bliskiej przyszłości, w którym zlikwidowano potrzebę spania. Pewna korporacja wynalazła specyfik zwany Z-Sup, który całkowicie usunął tą marnującą czas przypadłość i wszyscy wokół Drew są aktywni 24/7. Ale samego protagonistę los pokarał alergią na lek. Wobec faktu, że nadal musi on spać, spotyka się z wielkimi przykrościami. Jest traktowany jak dziwadło, jak upośledzony, a objawy braku snu i nadmiernego spożycia kofeiny sprawiają, że przypina mu się łatkę szaleńca. Szczególnie boli fakt, że piękny rudzielec, nowicjuszka w korporacji Wendy, która zdawała się odwzajemniać zauroczenie samotnego Drew, gdy odkrywa, że ten usnął, traktuje go jak, nie przymierzając, rasistka. Na domiar złego porzuca go w momencie, gdy już mieli zaspokoić wzajemny pociąg. Nawet marna praca wynika z tego nieszczęścia. Alergik nie dostanie dobrej roboty, bo nie może dostosować się do 24-godzinnego rytmu życia - więc korporacja produkująca lek zatrudnia takich wyrzutków na niedorzecznych i bezużytecznych stanowiskach w celu zachowania humanitarnego oblicza (ach ten PR!). Drew zmaga się z rzeczywistością... ale gdy potwór ze snu manifestuje się w realnym świecie, zaczyna się domyślać, że być może za koszmarami kryje się coś więcej.

Obrazek należy do Maritzy Campos i Bachana, wszelkie prawa zastrzeżone

Power Nap to na pewno oryginalny pomysł. Jak często dostajemy futurystyczne realia oparte o wycięcie potrzeby snu z życia codziennego? Obiecujące... I komiks z tej obietnicy czegoś ciekawego jak na razie się wywiązuje. Duża w tym zasługa ogromnego doświadczenia pary pochodzących z Meksyku (Power Nap ukazuje się zresztą także po hiszpańsku) autorów. Maritza Campos od 1999 roku jest jedną z bardziej znanych twórczyń w webcomicowym światku. Właśnie od tylu lat ukazuje się w Sieci jej popularny i wielokrotnie nagradzany komiks College Roomies From Hell!!! (obecnie CRFH). Rysownik Bachan ma natomiast na koncie Vinny - ostrą, policyjną opowieść dziejącą się w mieście antropomorficznych zwierząt. W czym objawia się to doświadczenie? Przede wszystkim w ciekawym scenariuszu z wieloma możliwościami rozwoju. Jest w nim wszystko. Humor? Szaleństwa Drew związane z brakiem zdrowego wypoczynku oraz jego specyficzne podejście do życia, bardzo lekkie dialogi oraz mnóstwo absurdalnych sytuacji - dostarczają go sporo i w dobrej jakości. Stare, dobre science fiction? Znajome, ale odrobinę inne realia przyszłości, z trochę bezdusznymi i nieco ogłupiałymi obywatelami, reklamami, które dosłownie spadają z nieba, agresywnym konsumpcjonizmem i tak dalej - to zapewnia dobrą zabawę miłośnikom fantastyki opartej na ciekawych pomysłach. Surrealizm i szalone wizje? Od tego są sny, a w nich dziwne stwory i niedorzeczne sytuacje. Sfera snu zresztą wydaje się wdzierać w "realny" świat, co daje ciekawe możliwości. Kim są dwa czerwone diabły, opisujące sny językiem rodem z gry CRPG i próbujące wciągnąć biednego Drew do jakiejś dziwnej ekipy wojaków istniejącej tylko w marach sennych? Czemu nagle interesuje się nim góra (pokazana, bardzo zabawnie, jako zrobotyzowany palec boży prześladujący  protagonistę), a także pewna ekscentryczna laborantka? Można też wywąchać ślady tematyki konspiracyjnej... Postaci oczywiście są bardzo sympatyczne, mimo, że pełne wad - Keith, trochę tępawy nowy kolega z pracy Drew, i uprzedzona Wendy, do której bohater nadal czuje mięte, gwarantują odskocznię w postaci wątku bardzie przyziemnych, sercowo-pracowych perypetii. Solidna podstawa więc jest i można mieć pewność, że rozwinie się to w interesujących kierunkach.

Obrazek należy do Maritzy Campos i Bachana, wszelkie prawa zastrzeżone
Dobremu scenariuszowi towarzyszą bardzo atrakcyjne rysunki. Bachan tworzy naprawdę wysokiej klasy ilustracje, pełne detali, mile kojarzące się z różnymi stylami, ale wyraźnie swoje. Postacie są dość realistyczne, ale ze zdrową dozą cech kreskówkowych, przejawiających się zwłaszcza w długonogiej, obdarzonej bogatą mimiką i niezłym ADHD postaci głównej. Przyszłość, choć jak się wydaje niezbyt wesoła, prezentuje się w bogatej palecie jasnych, komputerowych kolorów. Warto zwrócić uwagę na futurystyczne gadżety - nie ma ich za wiele, ale te, które są, przyciągają z pewnością uwagę. O agresywnych reklamach i palcach bożych już wspomniałem, a mamy jeszcze hi-tekowe mechaplecaki... sprzątaczy czy organiczny i dość ruchliwy sprzęt laboratoryjny do badania snów. A w sferze tych ostatnich mamy już totalny, komiksowy odlot designerski. Diabły - niski grubasek i mięśniak z kołem zębatym oplatającym szyję - to tylko czubek góry fajnych pomysłów estetycznych. Mamy też team stereotypowych herosów niby z gier wideo w obowiązkowym szpanerskim aucie, a potworki w typie (nad)opiekuńczego smoka czy pewnego "milutkiego" pieska w czaderstwie wizualnym (czy jakoś tak) im nie ustępują. Na Power Nap bardzo przyjemnie się patrzy - a miłośnicy dobrych wizualiów znajdą dla siebie dużo smaczków.

Obrazek należy do Maritzy Campos i Bachana, wszelkie prawa zastrzeżone
Nie ma co długo się rozwodzić - Power Nap to przyjemna, pomysłowa i szybka (w pozytywnym znaczeniu słowa) lektura, idealna do pożarcia przy jednym posiedzeniu... i tu drobny problem, bo chętnie czytałoby się dalej, a komiks jak na razie nie jest obszerny (działa dopiero rok) i trzeba czekać. Zwłaszcza, że wątki przewodnie dopiero zaczynają się zarysowywać, a na odpowiedzi do kolejnych nasuwających się pytań dostaniemy pewnie za jakiś czas. Ale jeśli lubicie lekką, rozrywkową fantastykę, nie traktującą się zbyt poważnie, ale i skorą do rzucania ciekawymi pomysłami na prawo i lewo, po prostu musicie dodać Power Nap do zakładek. Drew ma szanse stać się jedynym z ciekawszych nie-mrocznych antybohaterów komiksów internetowych, jeśli jego postać doczeka się odpowiedniego rozwoju charakteru (i tak, wbrew pozorom, nie jest jednowymiarowa). Pochwalmy więc Maritzę i Bachana jeszcze raz i wystawmy notę "trzeba obserwować".





3 komentarze:

cara pisze...

Wielkie dzięki za polecenie tego komiksu - od dawna szukam komiksu sieciowego do podczytywania przy niedoborze snu - ten jest bardzo dobry i graficznie bardzo atrakcyjny. DZIĘKI

cara pisze...

Wielkie dzięki za ten wpis - od dawna szukam jakiegoś nowego komiksu sieciowego. Ilustracje i pomysł na razie bardzo mi się podobają. jeszcze raz dzięki

Fraa Farara pisze...

Nie żeby coś, ale ja się czasem czuję właśnie jak bohater tego komiksu xD Trafiłam na niego już dość dawno, choć fakt faktem, jakoś mi wyleciał z głowy i nie śledziłam bieżących postępów... Chyba czas to zmienić. W każdym razie bardzo podoba mi się kreska, a to rzadkość w przypadku webowych komiksów. :)