niedziela, 4 września 2011

Czerwony kapturku, a czemu masz taką wielką... piłę?


Jeden z bardziej sprawdzonych sposobów na stworzenie fantastycznego dziełka na znanych motywach? Wziąć dowolną bajkę lub baśń z repertuaru dziecięcych historii znanych na całym świecie i przemielić razem z własnymi ideami, przyprawiając najlepiej mrokiem lub dekonstrukcją (Tv Tropes, jak zwykle pomocne, zowie ten proces grimmifikacją, i jest to nazwa adekwatna - choć w wielu przypadkach pasowałoby też w sumie regrimmifikacja). I voila, mamy produkt rozpoznawalny i uniwersalny, bo bazujący na opowieściach znanych na całym świecie, a jednocześnie spełniający wszelkie wymogi postmodernistycznej zabawy motywami i tak dalej. Receptura niezwykle popularna, używali jej znani i lubiani, od Sapka do Carolla, od Willinghama do Moore'a, od Capcomu do Americana McGee, od twórców Towarzystwa Wilków do "geniuszy" z SyFy (mimo, że Tin Man jest gdzieniegdzie hołubiony, a perspektywa zobaczenia Felicii Day zwalczającej wilkołaki kusząca, jakoś nie jestem w stanie dotknąć się czegokolwiek zaliczającego się do plugawego katalogu SyFy originals). Bawienie się w domracznianie/wykrzywianie bajek jest nadal popularne - wszak amerykańska telewizja jesienią serwuje aż dwa seriale w tej konwencji (oba prawdopodobnie ssące), w kinach niedawno mieliśmy Czerwonego Kapturka z  Amandą Seyfried, a w kolejce ustawia się chociażby Śnieżka z panienką ze Zmierzchu czy Jaś i Małgosia z Gemmą Arterton i Famke Janssen. Molestowanie bajek przez współczesnych twórców raczej prędko nie zniknie, czy to dobrze, czy źle, jednoznacznie ocenić się nie da. Oczywiście, Internet też dokłada swoje trzy grosze, i różnych przeróbek Grimmów i Andersena co nie miara. Także w świecie komiksu sieciowego znajdziemy tego sporo, a czasem trafiają się dobre. A także cholernie oryginalne i wykręcone. Jak Ever After, o którym będzie dzisiejszy wpis.

Obrazek należy do Shauna Healeya/Snafu Comics

Zaczyna się intrygująco. Widzimy zamknięty właz, prowadzący do wnętrza ponurego szpitala dla obłąkanych, zowiącego się Everafter. Zebrał się przed nim spory tłum żołnierzy, pielęgniarek i policjantów, uzbrojony po zęby w asortyment broni palnej będący mokrym snem każdej partyzanckiej bojówki. Scenę obserwują dwie złowieszcze postaci - ewidentnie szalony dr Crooked oraz... Humpty Dumpty, który okazuje się szefem placówki. Wreszcie właz otwiera się i oczom przygotowanej na wszystko armii ukazuje się wróg. Mała dziewczynka w kapturze. Bynajmniej nie bezbronna, bo po sekundzie wbiega w tłum z ogromną piłą i zaczyna się pokaz akrobatycznego masakrowania. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli, mimo, że w ruch wchodzi nawet potężny minigun. Zagrożony jest sam Humpty Dumpty, ale na szczęście mroczna postać, nota bene okazująca się Kotem w Butach, nokautuje szalejącą dziewczynkę. Zbiegła wraca do celi i dopiero wtedy naszym oczom ukazuje się plansza wyjaśniająca ten krwawy chaos. Okazuje się, że znajdujemy się w krainie Grimmoire, którą zamieszkują wszystkie postacie znane z klasycznych historii dla dzieci. I jest to problematyczne, bo było w nich co nie miara stworów złych i niebezpiecznych, a bajkowe realia są bezlitosne - co dla wielu baśniowych bohaterów skończyło się traumą, szaleństwem, czy wręcz zmieniło ich w prawdziwych psychopatów. Na szczęście bogaty biznesmen Humpty Dumpty znalazł rozwiązanie. Stworzył miejsce służące do odizolowania i leczenia groźnych oraz źle zachowujących się postaci - Everafter. Wraz z nim, dzięki najnowszym osiągnięciom mrocznej magii, stworzył potwora, który miał wyszukiwać chore i niebezpieczne jednostki i dostarczać je do azylu - Wielkiego Złego Wilka. Jednak potężna kreatura z obsesją na punkcie wykorzenienia występku szybko wyrwała się spod kontroli i zaczęła pożerać losowych mieszkańców krainy, których uznawała za złych. Humpty Dumpty musi więc okiełznać Wilka, zanim królowa pozna sprawcę, a pomóc w tym może mu Czerwony Kapturek, który przeżył niegdyś tajemnicze i traumatyczne spotkanie z bestią, a obecnie zdaje się komunikować z nią w snach. A możliwe, że nawet ją opętała...

Obrazek należy do Shauna Healeya/Snafu Comics

Ever After stworzył Shaun Healey, znany w Sieci jako Endling - komiksiarz i profesjonalny ilustrator poruszający się w klimatach inspirowanych mangą i anime (współpracuje z takim tuzem, jak TOKYOPOP, a to już mówi wiele). Projekt ukazuje się na witrynie Snafu Comics,  konglomeracie twórczym powstałym wokół komiksu "dla graczy" w stylu Penny Arcade - Snafu. Można znaleźć tam kilka oryginalnych produkcji, w większości w mniejszym lub większym stopniu osadzonych w popkulturze japońskiej, oraz doujiny oparte na takich kreskówkach jak Powerpuff Girls Z, Naruto czy The Grim Adventures of Billy & Mandy. I choć niektóre z nich są co najmniej warte uwagi (TIN The Incompetent Ninja jest na przykład całkiem miły), to dziełko Endlinga wyróżnia się na ich tle pomysłem i jakością wykonania. Chociaż całość mocno tkwi w estetyce i pomysłach rodem z komiksów Kraju Kwitnącej Wiśni, to w tym przypadku wypada to bardzo oryginalnie. Pomysł na świat jest niezwykle ciekawy, a połączenie science fiction z fantasy, tak charakterystyczne dla popkultury japońskiej, zmiksowane z bajkami znakomicie sprawdziło się w praniu. Z jednej strony mamy żołnierzy, karabiny, zaawansowane technologicznie maszyny do badania Kapturka, z drugiej magiczne kajdany, sztucznie stworzoną abominację w postaci Wilka i oczywiście plejadę baśniowych kreatur. Te ostatnie odpowiednio wykrzywione. Groteskowi są pracownicy Everafter. Biznesmen-manipulant Humpty Dumpty to jedno, ale mamy też innych degeneratów -  jest dr Crooked z uśmiechem, którym można by obdarować czterech batmanowskich Jokerów (przerobiona postać ze znanej dziecięcej rymowanki); humanoidalny świerszcz-psychiatra (z Pinokia); sam Pinokio - zgarbiony woźny o drewnianych rękach; Kot w Butach jako mroczny zabójca zakryty od stóp do głów. Wielki Zły Wilk to z kolei powiększający się zbiór  postrzępionych wilczych cieni, którego jedynym celem jest zniszczenie wszystkiego (bo wszystko jest złe), choć motywacje ma prawdopodobnie głębsze - jego tajemnicza, nierealna prezencja kieruje skojarzenia w stronę kosmicznego horroru a la Lovecraft. Najbardziej wykręceni są jednak pacjenci azylu, choć większość  na razie jest tylko zaprojektowana i ma się dopiero pojawić w komiksie. Złotowłosa to wesoła dziewczynka z twarzą poprzecinaną bliznami, która może cierpieć na rozdwojenie jaźni. Jaś i Małgosia oszaleli po mordzie dokonanym na wiedźmie z piernikowej chatki - on jest piromanem, ona kanibalem. Rosie i Posie, wykreowane na podstawie rymowanki/zabawy Ring a Ring o' Roses (która miała wywodzić się z czasów epidemii dżumy), to zarażone dziewczynki o groteskowych łapach porośniętych wrzodami. Nie mówiąc już o Tomciu Paluchu, któremu wydaje się, że rozmawia z własnymi butami. Wreszcie sam Kapturek, urocza dziewczynka jak z bajkowej ilustracji, która w sekundę potrafi zmienić się w potwora o wielkich, jakby niewidzących oczach, dręczona przez wizje Wilka i głosy w głowie, każące jej zabijać i zmuszające, by przypomniała sobie pierwsze spotkanie z bestią. Co ważne, nie jest tak, że przeróbka postaci na mroczne odbywa się na siłę - świetnie przeniesiono elementy bajek i wywiedziono z nich schorzenia psychiczne. Wygląda na to, że eksploracja traum, które doprowadziły do fizycznego i mentalnego wykrzywienia pacjentów będzie ważnym motywem - wskazują na to ostatnie plansze, skupiające się na Złotowłosej. Lecz fabułę napędzają przede wszystkim losy Kapturka, choć występuje on właściwie tylko w prologu. Czemu pracownicy z azylu badają sny dziewczynki? Jak wyglądało pierwsze spotkanie z Wilkiem? Jak Humpty Dumpty zamierza ją wykorzystać? Co wydobywają z jej śpiącego umysłu? Czemu Kapturek widzi swoich przeciwników jako kolejne cieniste wilki i kto do niej mówi, kto dał jej magiczną piłę? Odpowiedzi na razie brak, ale ciekawość, jak to wszystko się rozwinie - jak najbardziej obecna.

Obrazek należy do Shauna Healeya/Snafu Comics

Ciekawy pomysł to jedno, ale największy poklask należy się autorowi za oprawę graficzną. Jak wspominałem, Endling jest profesjonalistą i tak też prezentuje się jego kreska - właściwie mamy do czynienia  z pełnoprawną mangą, którą można by postawić na półki japońskich sklepów. Czarno-białe ilustracje (kolorowe jest tylko kilkuplanszowe interludium-crossover z innymi propozycjami Snafu Comics) są stylowe, szczegółowe i mimo nawiązywania do wzorców z Nipponu, widać wkład własny - skojarzenia wędrują na przykład w stronę Burtona. Inspiracji jest więcej, od gier wideo do ilustracji z książek z rymowankami, ale wszystko ładnie zlewa się w jedną wizję. Urzekające jest też zestawienie elementów bardzo słodkich, jak milusie dziewczątka czy kawaii maskotki (jedna z Trzech Świnek chociażby), z mrokiem i groteską. Naglłe przejścia między tymi dwoma biegunami są mistrzowskie - warto sprawdzić na przykład senną wizję Kapturka, która z sielanki nagle zmienia się w chaotyczny koszmar. Przyciągają oko także lokacje, w których toczy się akcja - jak na razie mamy ogromne przestrzenie azylu, pełnie pokręconych urządzeń i niezwykłe pod względem architektury oraz miasto w stylu zdecydowanie wiktoriańskim. Jednak najlepszym elementem stylu Endlinga są projekty postaci - dawno nie zetknąłem się z tak fajnymi koncepcjami bohaterów i ich nieskazitelnym wykonaniem. Łączą w sobie dziecinną niewinność, szalone deformacje, odrobinę gotyckiego sznytu i, jak już pisałem, sprytne nawiązania do oryginalnych bajek i rymowanek. W perełkach takich jak świerszcz-psychiatra, Pinokio, Little Miss Muffet z wielkim pająkiem na plecach, czy Rosie i Posie można się wprost zakochać, jeśli lubi się takie nieco skrzywione klimaty.  Zachwyca ilość detali i przepych strojów, i to nie tylko wiodących bohaterów. Każda pojawiająca się postać - szeregowi żołnierze, pielęgniarki, przechodnie - jest unikalna, posiada wiele cech charakterystycznych i jest szczegółowo narysowana. Najłatwiej docenić styl autora zapoznając się z kolekcją kolorowych obrazków i szkiców postaci na jego Deviant Arcie - tam można też znaleźć pacjentów, którzy w komiksie jeszcze nie wystąpili. Do tych zalet należy dodać dynamiczne i krwawe sceny walki, utrzymane w estetyce "shonen dla dorosłych" - akrobatyczne pojedynki i efektowne strzelaniny to swoista wisienka na torcie i należy mieć nadzieję, że będzie ich więcej.

Obrazek należy do Shauna Healeya/Snafu Comics
Ever After w kategorii wykrzywionych wizji bajek jest naprawdę mistrzostwem i jeśli nie znudziły wam się jeszcze takie zabiegi, to nie ma na co czekać - zapraszam do zapoznania się. Jest tylko jedna poważna wada - komiks ma obecnie już trzyletnią przerwę w publikacji. Endling porzucił go, by dokończyć inny projekt - Endzone, który jest konkursem na oryginalne postaci i prezentacją ich starcia, także osadzonym w uniwersum Ever After. Choć autor zapewnia, że dalsze rozdziały w końcu się zjawią, niedosyt jest pewny. Mamy do czynienia właściwie z prologiem, zarysem fabuły i pierwszym wglądem w świat. Pozostaje mieć nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi już niebawem. Wnioskując z materiałów przygotowanych do Endzone, Endling stworzył bogaty świat z wieloma lokacjami i ma parę asów w rękawie, więc jest czego oczekiwać i chciałoby się zobaczyć więcej. W każdym razie, nawet to, co pojawiło się do tej pory, wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z unikalną wizją tego, co dzieje się z baśniowymi postaciami po spotkaniu ze Złem.


3 komentarze:

Rusty Angel pisze...

Neil Jordan sfilmował kilka opowiadań Angeli Carter i to ona jest tak naprawdę odpowiedzialna za przerobienie baśni w ten, a nie inny sposób.

M.Bizzare pisze...

Jestem tego świadomy, ale potrzebowałem przykładu filmowego, który lubię.

Możemy to uznać za niefortunny skrót myślowy - zaraz pomyślę jak to zgrabnie zmodyfikować :)

Rusty Angel pisze...

A tam od razu modyfikować - większość osób pewnie o tym nawet nie wie, ale ja pisałam pracę mgr z twórczości Carter i mam na tym punkcie fioła.